Opust cenowy, który nałożyło Ministerstwo Obrony Narodowej na PZL-Świdnik w konsekwencji opóźnienia przez zakład realizacji dwóch umów, nie ma żadnego znaczenia dla przyszłych kontraktów fabryki. Tak uważa członek sejmowej komisji obrony, poseł Artur Soboń (na zdj.).
Chodzi o 20 milionów złotych, które z kontraktu ze świdnickim zakładem potrącił resort obrony za opóźnienia w dostawie śmigłowców modernizowanych dla polskiego wojska.
– Trzeba podchodzić do tej sprawy spokojnie – przekonuje poseł Artur Soboń. – Umowy są po to, żeby je egzekwować i to tyle. To normalna praktyka biznesowa. Żaden fachowiec nie wskazałby tu na winę PZL-Świdnik. Fabryka złożyła w swojej ofercie trzy produkty, każdy w określonym terminie wykonania. I tych terminów z pewnością dotrzyma. Zakład od 65 lat produkuje śmigłowce i będzie to robił dalej.
Kara nałożona na fabrykę dotyczy dwóch umów.
W pierwszej PZL Świdnik zobowiązał się do przebudowy czterech śmigłowców W-3 PL Głuszec, które miały trafić do polskich sił zbrojnych w kwietniu 2014 roku. MON odebrał ostatni w październiku.
Drugi kontrakt dotyczył unifikacji pięciu śmigłowców morskich do poszukiwania i ratownictwa Anakonda. Rzecznik PZL-Świdnik zapewnia, że trzy te śmigłowce są już gotowe do odebrania, pozostałe dwa są w ostatniej fazie przygotowań.
PaSe/opr. ToMa
Czytaj też: PZL-Świdnik straci 20 mln zł
Fot. archiwum
