Sąd Okręgowy w Lublinie przez blisko dwa lata nie może rozpocząć procesu byłej radczyni prawnej Violetty G., oskarżonej między innymi o przywłaszczenie blisko 350 tysięcy złotych od jednego z klientów.
Proces do tej pory nie ruszył, bo kobieta uporczywie nie pojawia się w sądzie i wysyła lekarskie usprawiedliwienia.
– Przyznaję, że nie jest to normalna sytuacja. Mamy jednak związane ręce – mówi rzecznik Sądu Okręgowego w Lublinie, Dariusz Abramowicz. – Tego rodzaju sytuacja nie jest doskonała, ale nie ma tu zawinienia po stronie sądu. Przecież trzeba sobie wyobrazić taką sytuację, że być może są osoby, które rzeczywiście są chore i nie mogą stawić się na daną rozprawę. Sąd podejmował takie decyzje, na które pozwala kodeks postępowania karnego. Ostatecznością jest tymczasowe aresztowanie. To jest najbardziej drastyczny środek do tego, by sprowadzić oskarżonego na rozprawę.
I tak było w przypadku Violetty G. Kobieta trafiła za kratki w listopadzie. Szybko wyszła jednak na wolność. Wypuścił ją Sąd Apelacyjny, do którego była mecenas złożyła odpowiednie zażalenie.
MaTo
Fot. archiwum
