Jednolity podatek ma szansę wejść w życie od 2018 roku, potwierdza rząd, zapowiadając, że szczegóły przestawi w połowie listopada. Jedna danina zastąpi składki na ZUS, NFZ i podatek PIT.
– Zyskać mają osoby o najmniejszych dochodach – mówiła rano w Radiu Lublin Bożena Nowicka (na zdj.), wicedyrektor Biura Doradztwa Podatkowego „Doradca”. – Według zapewnień Ministerstwa Finansów osoby zarabiające mało i tzw. „klasa średnia” nie powinni na nim stracić, natomiast bogaci powinni liczyć się z tym, że być może będą musieli zapłacić więcej – powiedziała na antenie Radia Lublin, Bożena Nowicka, zastępca dyrektora biura doradztwa podatkowego. – Z tego, co wiemy, stawki podatku będą wahały się od dziewiętnastu i pół do czterdziestu kilku procent. Ta ostatnia wygląda dosyć odstraszająco, ale myślę, że progi podatkowe będą bardzo rozciągnięte tak, żeby bardzo uwypuklić progresję, której aktualnie brakuje. Mamy teraz dwa progi podatkowe, a założenia są takie, że tych progów będzie pięć a nawet siedem. Przy czym w niższych dochodach te progi mają być węziej określane, a stawka czterdzieści-czterdzieści pięć procent będzie dotyczyła osób, które naprawdę mają nieprzeciętne dochody.
19,5 procent to dziś tyle ile potrącane jest z naszego wynagrodzenia brutto, niezależnie od pozostałych danin. Łączne obciążenia składkowe i podatkowe sięgają 40 procent. – Dziewiętnastoprocentowa stawka oznaczać będzie, ze sporo pieniędzy zostanie w kieszeni podatnika. Oznacza także obniżenie kosztów dla pracodawcy, związanych z obsługą, obliczaniem, dystrybucją środków na ubezpieczenia zdrowotne i emerytalne – stwierdziła Nowicka.
Nasz gość uważa jednak, że proponowana zmiana jest nieco niepokojąca dla części przedsiębiorców. – Rząd chce się ujednolicić system, tak żeby według jednakowych zasad płaciły zarówno osoby zatrudnione na umowę o pracę, jak i te, które osiągają dochody z działalności gospodarczej. Przedsiębiorcy, prowadzący dużą działalność, są zaniepokojeni, bo zabiera im się dziewiętnastoprocentowy podatek liniowy. Pracodawcy już protestują. Mówią, że będą przenosić swoje działalności np. do Czech.
Nowa danina ma jednak pomóc przedsiębiorcom, którzy dopiero rozwijają działalność. – W tej chwili jest tak, że nawet, jeśli przedsiębiorca w danym miesiącu notuje stratę, to i tak musi te 1200 zł ZUS-u zapłacić. A nowa, jednolita danina ma być uzależniona od osiąganego dochodu. Jednak, żeby zapobiec nadużyciom, przedsiębiorcy, którzy nie deklarują dochodów, będą też musieli ten podatek uiścić. Ale będzie to tylko ok. 400-500 zł – informuje Bożena Nowicka.
JB/opr. ToMa
Fot. PaW


