Wczoraj (20.07) Sejm przyjął ustawę o Sądzie Najwyższym autorstwa PiS. Zakłada ona między innymi, że Sąd Najwyższy będzie składał się z trzech Izb: Izby Prawa Prywatnego, Prawa Publicznego oraz Izby Dyscyplinarnej. Zadaniem tej ostatniej ma być bezstronne i skuteczne rozpoznawanie spraw dyscyplinarnych dotyczących zachowań sędziów. Ustawa przewiduje ponadto, że po jej wejściu w życie wszyscy sędziowie Sądu Najwyższego przejdą w stan spoczynku, z wyjątkiem sędziów wskazanych przez prezydenta. Jednocześnie ruszyć ma procedura wyboru nowych sędziów.
W całym kraju odbywają się protesty przeciwko tym zmianom. Podziały przenoszą się na całe społeczeństwo. – Jeżeli państwo spojrzycie na media społecznościowe to zobaczycie, jaka fala komentarzy się tam przelewa zarówno z jednej jak i z drugiej strony. To nie jest język dialogu – to jest język konfrontacji – powiedziała na antenie Radia Lublin politolog, dr Justyna Kowalczyk (na zdj.), która była gościem porannego programu „Między dniem a dniem”. – Pytano mnie ostatnio, czy jest możliwy tzw. czarny scenariusz, ten dotyczący wyjścia na ulice i zamanifestowanie siły. Powiem tak: nie chce takiego rozwiązania, jako obywatel i politolog również , bo to oznacza fiasko kształtowania postaw politycznych w Polsce, przez ostatnie ponad 20 lat, a nawet więcej. (…) Nie widzę dzisiaj ścieżki szukania rozwiązania poprzez dialog – dodała. (…) Z punktu widzenia polityki jest to sytuacja bardzo zła, bo w tym momencie nie doprowadza ona do rozwiązań, które miałby szansę aprobaty w społeczeństwie, tylko w tym momencie będą się znowu pogłębiały podziały, które zostały zapoczątkowane. (…) Wydawało mi się, że jesteśmy w stanie iść ścieżką demokratyczną i jeżeli nawet zmieniać osoby rządzące, bo nie system władzy, który musi pozostać demokratyczny, to robić to w sposób, który będzie wpisywał się w pewien schemat funkcjonowania demokracji europejskich, tego zaczyna mi brakować… – skwitowała dr Kowalczyk.
W piątek (21.07) po kilku godzinach nocnej pracy członkowie senackiej Komisji praw człowieka, praworządności i petycji zdecydowali o przyjęciu ustawy bez poprawek. Oznacza to, że Senat na rozpoczynającym się o 9.00 rano posiedzeniu plenarnym, rozpocznie prace nad nowym prawem o Sądzie Najwyższym.
Senatorowie z Platformy Obywatelskiej w tracie kilkugodzinnej pracy w senackiej komisji próbowali zmienić część zapisów ustawy zgłaszając liczne poprawki. W sumie przygotowali ich blisko 600. Żadnej z nich nie uwzględniono w trakcie głosowania. Uwagi do ustawy przygotowanej przez Sejm zgłosiło też biuro legislacyjne. Większość miała charakter porządkujący konkretne zapisy ustawy.
Senatorowie PO zapowiedzieli po zakończeniu posiedzenia, że pakiet poprawek zgłoszą jeszcze raz, w trakcie porannej debaty na sali plenarnej. Zamierzają również wykorzystać cały przysługujący im czas na wypowiedzi. Oznacza to, że posiedzenie Senatu w tej sprawie może potrwać wiele godzin.
Przyjęta w czwartek po południu przez Sejm ustawa zakłada między innymi, że prezydent ostatecznie zdecyduje, kto spośród obecnych sędziów pozostanie w Sądzie Najwyższym. W dniu wejścia w życie ustawy to minister sprawiedliwości złoży wniosek do Krajowej Rady Sądownictwa o pozostawienie wskazanych sędziów Sądu Najwyższego w stanie czynnym. Ci sędziowie, którzy nie zostaną zatwierdzeni przez prezydenta, następnego dnia po wejściu w życie ustawy zostaną przeniesieni w stan spoczynku.
Dodatkowo Sejm będzie wybierał sędziów do Krajowej Rady Sądownictwa większością 3/5 głosów w obecności połowy ustawowej liczby posłów. Od wprowadzenia tej zmiany prezydent Andrzej Duda uzależniał swój podpis przy ustawie o Sądzie Najwyższym.
W gestii prezydenta będzie też wskazanie sędziego, który będzie pełnił obowiązki Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego, jeśli dotychczasowy prezes zostanie przeniesiony w stan spoczynku.
Kompetencją prezydenta będzie również wydanie regulaminu Sądu Najwyższego. Vacatio legis dla ustawy wydłużono z 14 do 30 dni.
IAR / WB / opr. SzyMon
Fot. archiwum


