Lubelskie Towarzystwo Przyjaciół Chorych Hospicjum Dobrego Samarytanina świętuje 30-lecie istnienia. Samo hospicjum już od ponad 29 lat pomaga osobom w terminalnym okresie choroby nowotworowej. Największym wyzwaniem tego typu placówek jest zapewnienie chorym towarzystwa w ostatniej drodze.
– Obecność najbliższej rodziny przy osobie umierającej to największy deficyt we wszystkich hospicjach i dlatego wtedy nasi wolontariusze stają przy łóżkach – mówi prezes Hospicjum Dobrego Samarytanina, ksiądz profesor Mirosław Kalinowski. – Stowarzyszenie jest potrzebne, bo sprawia ono, że cierpienie łączy, cierpienie nigdy nie podzieli. Ludzie boją się cierpienia, boją się umierania. Ale najczęściej boją się ci, którzy odwiedzają chorych, natomiast nie ci, których dotyczy. Widzimy to przez ostatnich te ostatnie 28 posługi. Przez ten czas prawie 10 tysięcy ludzi odeszło pod nasza opieką.
W hospicjum pomaga 16 lekarzy, 42 pielęgniarki i 8 salowych oraz około 50 wolontariuszy. Jedną z wolontariuszek jest Halina Opolska. – Jest to trudna praca, ale przynosi bardzo wiele satysfakcji. Myślę, że więcej niż różne tytułu i odznaczenia, bo jest to konkretna pomoc drugiemu człowiekowi.
Początkowo hospicjum pomagało chorym tylko w ich domach. Od 22 lat stowarzyszenie ma swoją placówkę przy ulicy Bernardyńskiej w Lublinie, w której są 23 łóżka. Ponadto hospicjum otacza opieką 100 osób w ich domach. Opieka hospicyjna jest nieodpłatna.
ZAlew / opr. ToMa
Fot. Piotr Michalski


